Ironman Gdynia – w połowie już ze stali, czyli gdyńska przygoda z wieloma niespodziankami

Dziś  już po powrocie do Katowic i do powszedniego dnia i pracy chciałbym się podzielić największym, jak na razie zrealizowanym wyzwaniem sportowym życia.

Wczoraj, 9 sierpnia 2015 roku, zgodnie z planem (prawie!!!) ukończyłem zawody IronmanGdynia 2015. Pokonanie trasy 1/2 IM zajęła mi 05:35:02 (01g41min po pierwszym) i uplasowałem się w połowie stawki. Dziś nieco obolały ale bardzo szczęśliwy i dumny. Z siebie, mojej żony i z organizacji imprezy.

Ale od początku…
Nie mogłem wziąć urlopu więc z Katowic wyjechaliśmy o świcie w sobotę. Trasa do Gdyni minęła jak chwila, dzięki otwartym bramkom na A1. Jako, że zakręcony zbieg okoliczności spowodował, że zluzowałem rezerwację w hotelu w pobliżu portu w Gdynie, gdzie była meta i strefa zmian nie miałem żadnego noclegu zagwarantowanego. Wszyscy znajomi w okolicy jak na złość, albo w rozjazdach, albo nie odbierali, albo coś tam jeszcze. Po 11 zaczęliśmy z żonką szukać jakiegoś noclegu na miejscu, niestety po 3 godzinach obchodzenia wszystkiego w Gdyni i obdzwonieniu wszystkich zdobytych w Centrum Informacji Turystycznej numerów do ewentualnych kwater poddaliśmy się. Pola namiotowego też jakoś nie udało się znaleźć. Zapadła strategiczna decyzja, prześpimy się w aucie – rower będzie w strefie, wiec w bagażniku będzie dużo miejsca. zatem pora na plażę. Plaża jak nad naszym morzem piękna i niezwykle różnorodna kolorami parasoli i parawanów, niemniej jednak niezwykle urokliwa – bez ironii uwielbiam polskie plaże! kocyk, kąpiel, krótka drzemka i pora na obiad! Tzn odbiór pakietu i PastaParty w Gdynia Arena.

Odbiór pakietu w biurze zawodówOrganizacja biura zawodów, bez uwag. Odprawa, jak odprawa, ale też bez uwag. Expo naprawdę imponujące. Poza tym, dla mnie może już nie nowicjusza, ale wciąż początkującego i podekscytowanego tym pierwszym startem na połówce wszystko się podobało. Pakiet startowy naprawdę fajny, plecak, torba i wiele innych naprawdę przydatnych rzeczy.
Posiłek po odstaniu swojego w kolejce naprawdę przyzwoity i Lech Free bez ograniczeń, zatem najedzony i z całym workiem rzeczy pora do strefy!

 

Imponująca strefa zmian

Strefa IMPONUJĄCA – w życiu nie widziałem większej. Sprawnie szło z wprowadzaniem sprzętu. Rower wisi, kask na miejscu, napoje dam rano, buty też bo ma w nocy być burza i szkoda by były mokre.  Wszystko co do zrobienia, zrobione, teraz pora coś zjeść. Ktoś coś poleca?!

No właśnie… jakoś tak mieliśmy pecha, bo nikt nie potrafił nam niczego konkretnego polecić, a nie chcieliśmy iść do Pizzy Hut.
Po kilkudziesięciu minutach szukania czegoś właściwego znaleźliśmy się w Pizzy Hut, no cóż. Lokal pełen innych triatlonistów, więc rozmawiając z innymi zawodnikami i innymi żonami zjedliśmy i pora przygotować spanie.

Przygotowania nocelguZaparkowaliśmy zaraz obok wejścia na plażę w pobliżu miejsca startu, miejsce wydawało się idealne, pierwszy rząd na parkingu przed alejką oddzielającą parking od plaży. Karimatki rozłożone, śpiworki też plecaki pod głowę. teraz tylko prysznic i spać bo już dobrze po 22.  Tylko gdzie ten prysznic?! Przeczytałem, że w marinie, ale tak go jakoś wypatrzeć nie mogłem. Ja, jak ja wnerw (eufemizm), a moja żonka w śmiech – bo naprawdę zabawnie wyglądam jak się takich sytuacjach denerwuję.  W każdym razie znalazłem, szybki prysznic (6 czy 8 zł) i gotowi do spania.
W aucie upał, bo temperatura za dnia była tropikalna (aż żal było patrzeć na startujących na krótkim dystansie – szczególnie tych co startowali tylko dla ukończenia a nie wyniku, bo finiszowali w największym słońcu), wiec uchyliliśmy okna i do snu. Ale jak się okazało logistyczna zaleta miejsca miała jedną wadę. Ta okolica zasypia ok 3 (am).  Jak już plaża a właściwie kjanpki przy plaży ucichły rozpętała się burza, i tak do 4 rano. Upał i deszcz skondensowały się w aucie i wilgotność w naszej „sypialni” przy temperaturze 28 C wynosiła 95%. Od 4.30 można było się wyspać.  Tylko co z tego, skoro o 6 planowa pobudka bo trzeba jeszcze doposażyć T1 i T2, zjeść śniadanie no i stawić się w bramkach przed startem, przewidzianym dla mojej grupy na godzinę 8:30.

Adrenalinę czułem już od świtu, śniadanie bez smaku, tylko ta ekscytacja startem.  W strefie rower przetrwał, choć worki latały podczas burzy po całej okolicy. Dołożenie napoi, ułożenie butów, skarpet żelu na bieg, sprawdzenie ciśnienia w kołach i gotowe. Czas na plażę. Rytualne ubieranie pianki umilił naprawdę imponujący przelot Lotowskiego samolotu obradowanego IM Gdynia.

Start „PRO” oglądałem już w piance. Potem start jednej grupy wiekowej (niebieskie czepki) no i już w bramie. Huk armaty startującej każdą grupę był lepszy niż jakikolwiek słyszany do tej pory strzał ze startera.  Tak licznej grupy startującej jeszcze w życiu nie widziałem (prawie 500 zielonych czepków – M35). „Piracki statek” – turystyczna atrakcja gdyńskiej plaży – obok którego był nawrót wydawał się być  bardzooooo daleko. Ale moja strategia na pływanie – lekko z boku i we własnym tempie była bardzo dobra. Oczywiście przy stracie coś ponaciskałem w garniaku i musiałem przystanąć, by nie zaprzepaścić szansy monitorowania i zapisu mojej pierwszej połówki. Ale już w chwilkę po nawrocie zacząłem mijać ostatnie niebieskie czepki (czyli startujący 10 min wcześniej), co było niezwykle radosne i dodało mi jeszcze więcej energii. Niestety po jakichś 700 metrach od nawrotu, zaczęli mnie doganiać najszybsi w żółtych czepkach (czyli ci co startowali 10 minut po mnie) i to już nie było tak miłe. Ale nie było ich wielu, a wyjście z wody już za chwilkę.
Pływanie 37 min. całkiem przyzwoicie, jak na mnie!

Trasa od plaży do T1, wyścielona dywanem, setki kibiców na całej długości barierek – bajka! Radość z takiego biegu nie do opisania.

Strefa wciąż pełna rowerów, ale już widoczne braki, setki osób przy rowerach, ubierająca buty, kaski. Jest i mój Rower. Dylemat, ubierać bluzę bo po nocnej burzy, niebo było wciąż zachmurzone i chłód naprawdę odczuwalny, w efekcie, ubrałem buty, okulary, kask, łyk wody by przepłukać usta, za rower i biegiem do belki.
Trenowane wsiadanie na rower, które zawsze wychodziło mi idealnie tym razem okazało się trudniejsze niż mogłem sobie wyobrazić. Gumki puściły, język w butach się zagiął do tego stopnia  że musiałęm się zatrzymać i przytrzymać płotu by ubrać buty.

Aero_on_routeWreszcie ruszyłem na trasę rowerową! nogi niosły jak bym sunął Pndolino do Warszawy, Rower idealnie, uważnie na bruku, jeden,drugi zakręt i kawałek prostej. Pozycja „areo” utrzymywana cały czas. Trasa zróżnicowana, dość płaska, niestety miejscami bardzo słaby asfalt. Bufet w Rumii też taki trochę bez sensu na brukowanym parkingu, ciasno i w ogóle – dobrze, że byłem zaprowiantowany na całą trasę w mojego Etixxa. Kiedy już jestem przy prowiancie, to dużą uwagę przykładałem, by spróbować opracować plan żywienia na trasę i myślę, że dzięki poradom ekspertów Etixxa i ich produktom świetnie się mi to udało, o czym nieco później.

juz_widze_belkePowrót z drugiej pętli trasy rowerowej była jak lot szybowcem, siodełko co prawda coś tam już gniotło, ale jednak odczucia towarzyszące podczas zawodów są nie do opisania. Słońce już wysoko i pochmurne niebo ustąpiła miejsca prawdziwie letniej pogodzie. Poranny chłód zmieniał się w narastający skwar. Ostatnie zakręty i znów widać tą niewiarygodną strefę zmian, belka, szybka przebieżka do stojaka dwa łyki picia z koszyka, zmiana butów. Olać skarpetki, szkoda czasu , to tylko 20 km – tak sobie pomyślałem ubierając buty.

 

etixx_runKibice na każdym kawałku początku trasy biegowej dodawali energii, ludzie z zabawnymi transparentami, muzyka, miejscami tak głośna, że aż uszy bolały. Przyjemność takie zawody. Najpierw przez park, bufet, pierwsze kurtyny wodne by ulżyć gorącowi otaczającemu nas zewsząd. Potem już główną ul. Świętojańską pod górę między budynkami modernistycznej Gdyni, potem skręt w stronę morza, kolejna kurtyna wodna. Zaczęło mi chlapać w butach! Trasa alejką nadmorską naprawdę fajna, lekka bryza od morza chłodziła przyjemnie. potem kawałek szutrowym traktem, który wsypał się do butów i na mecie pierwszej pętli poczułem, że buty obcierają moje kostki ze wszystkich stron. Dlaczego nie ubrałem skarpetek kołatało się po głowie! Niestety z każdym metrem było już coraz gorzej. Każdy krok to cierpienie, a tu jeszcze dwie pętle.  Zastanawiałem się na początku trzeciej czy nie pobiec boso, pozostałem jednak w butach. Tempo części biegowej pozostawała jednak daleko od założonej, nawet jak na chwilę udało się przyspieszyć do planowanego, to po kilkunastu minutach zerkam na zegarek i znów tragedia. Co zrobić, byle do mety. Finisz mojego najdłuższego półmaratonu  rekompensował jednak wszystko! krzyczący kibice, świecące bandy, wspaniała brama i dywan na końcu którego wielkie czerwone logo wołało:  chodź do mnie, szybciej, no szybciej!

Błogość przekraczania mety za każdym razem jest inaczej wspaniała, ale tym razem było jeszcze lepiej. ciężki medal z czerwonym M i napisem Finisher błyszczał jak żaden dotąd!
Brawo JA!

dymny_aW całej tej opowieści nie napisałem o bardzo ważnym i niezwykle ciężkim zadaniu jakie przy okazji mojego poznawania trasy zawodów miała najwspanialsza z żon. Ona z mapą w ręce biegała od miejsca do miejsca, analizując by zmieścić się w czasie mojego dotarcia tylko po to by przez 15 czy 30 sekund krzyczeć głośniej niż ktokolwiek inny: Marcin!!! Dawaj! Te kilkanaście sekund zawsze powodowało że jeszcze bardziej chciało się przyspieszyć i nawet buty przestawały na chwilkę obcierać. Praca, jaką przy okazji naszych startów (nas amatorów) wykonują nasze żony, dziewczyny, czy często też mężowie jest nieoceniona. Czasem przy tej okazji mogą zawiązać się naprawdę ciekawe znajomości, tak było w przypadku mojej żony w Gdyni i pewnej Kasi. Największe podziękowania dla tych, które znoszą fanaberie triatlonistów amatorów i innych sportowców!

Po odbiorze roweru ze strefy, udało nam się jeszcze, teraz już razem pokibicować Jaśkowi Meli, który kończył swój pierwszy start w tak trudnych zawodach.

Teraz już tylko koła z rowerku, całość do bagażnika i na południe do Katowic.

Po tych wspaniałych zawodach mam kilka spostrzeżeń:

  1.  jak masz więcej niż 5km do biegnięcia i jest ciepło UBIERZ SKARPETKI!
  2.  Zaplanuj co będziesz jadł i pił na trasie, jak nie wiesz co powinieneś zapytaj kogoś albo poczytaj w Internecie, np. Etixx – porady żywieniowe
  3.  Z wyprzedzeniem ogarnij sobie logistykę wydarzenia, chyba że lubisz przygody. przed kilkugodzinnym  startem jednak warto być nudziarzem!
  4. Pamiętaj o najbliższych, to dzięki nim możesz robić to czego pragniesz!

Poniedziałek po powrocie, w pracy, był obłędny! Kolejny, tym razem wyjątkowy medal na ścianę, do mojej „kapliczki” jak ją nazywa moja żonka.

Jeśli zaciekawiła cię ta historia, pamiętaj, że możesz dopisać do niej swój rozdział. Zobacz jak
Odpal projekt Katowice w Nice

 

 

 

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s