Amator to nie maszyna, musi odpoczywać i pamiętać o nawadnianiu.

 

Mój kaszubski obóz przygotowawczy był niezwykle pouczającym doświadczeniem. Nie tylko dlatego, że praktycznie każdego dnia było coś do roboty, że na piaszczystych podbiegach w lasach trudno było utrzymać zadane przez Michała tempo, ale głównie dlatego, że doświadczyłem dwóch niezwykle bolesnych lekcji.

lekcja nr 1. … z niczego nie ma nic! czyli jak coś boli to, znaczy, że coś jest nie tak.

Rower to moje najsłabsze ogniwo dlatego najwięcej czasu mu poświęciłem, ale co za dużo to niezdrowo. w takcie kolejnego już dłuższego rozjazdu z dużym obciążeniem w pewnym momencie zacząłem czuć niespotykane wcześniej pieczenie po zewnętrznej stronie kolana (a może po wewnętrznej). Do zrobienia było jeszcze ze 45 km (najmniej 20, bo tyle miałem do auta), zatem postanowiłem dokończyć trening. Po kilku następnych kilometrach pedałowanie było możliwe jedynie przy dziwnie wyprostowanych stopach, jakoś dojechałem do auta, wróciłem przez bezdroża do domu i po jakimś tam rozciągnięciu rozchodziłem bolesność – było późne popołudnie. Jak bardzo się zdziwiłem, kiedy następnego ranka noga odmówiła przyjmowania obciążenie i zginania się. Po schodach tylko w „podskokach” i to na „jednej nodze”.  Później dowiedziałem się od rehabilitanta, że przeciążyłem pasmo biodrowopiszczelowe tak bieganiem jak i rowerem. Za mało czasu dałem mojemu organizmowi na regenerację i niewłaściwie się rozciągałem. Zalecenie? Poznaj organizm i dowiedz się jak się rozciągać.

Lekcja nr 2 … życie wyszło z wody i bez wody ani rusz

Niby wiem, ile powinienem pić i co, wiem kiedy organizm mówi że chce wody, ale z uwagi na wyjątkowe tego lata upały i nie robione do tej pory ilości jednostek treningowych coś przeoczyłem. Nie miałem ze sobą jeszcze moich ISO z Etixxa, więc cały czas tylko na wodzie. Piłem na treningach i przed i po, ale nie zwracałem uwagi na t  Pierwsze objawy, to takie jakby bóle „krzyża” (lędźwiowej części kręgosłupa nieco z boku) przy siedzeniu w aucie. Kolejne to już mocniejsze bóle tej same części podczas leżenia. Kolejne… Kto nie miał czasem tak, że nie chciało mu się wstać rano i pobiec na pięterko(czy parterek) by „odcedzić kartofelki”, szczególnie, gdy tak fajnie się leży w chłodnej pościeli na początku upalnego dnia? Ja miałem. I jak już mówię, dobra trzeba się zbierać wstając z łóżka, ta mnie jakoś w plecach strzyknęło. Zszedłem na dół, załatwiłem co miałem załatwić. Szklanka wody jak zawsze z rana i mówię „rozchodzę’! Jednak po kilkunastu minutach okazało się, że z nóg mnie zwaliło i ledwo na fotel 30 cm wysoki udało mi się wdrapać. Mimo mocnej wiary najlepszej z żon, że przejdzie mi pewnie za chwilę udało się mi ją przekonać by jednak pojechać do szpitala. 11 km przez las po dziurach, potem 25 km do najbliższego szpitala było najdłuższą podróżą mojego życia. Uwięziony w fotelu nie mogąc znaleźć miejsca, w którym narastający ból jest mniejszy. W dalsze szczegóły objawów i dolegliwości nie będę się zagłębiał. Podsumuję tylko w jednym słowem KOSZMAR! Jedne dobre w tej sytuacji to ta oblewająca ulga po wlewie Ketonalu w kroplówce 😉
Diagnoza: kolka nerkowa, przyczyna odwodnienie wspomagane kiełbaską z grilla. Nie polecam!

Jako morał można strawestować słowa, moim zdaniem najlepszego przewodnika po województwie śląskim, Edka Kaniewskiego, który mówił „Tyle widzisz i wiesz!” i powiem tyle wiesz, ile czujesz! Słuchaj swojego organizmu, zawsze ci powie, że mu źle.

Odpal projekt Katowice w Nice

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s